GorceHistoriaKarpatyLudziePrzyroda

OSTATNI GORCZAŃSKI BACA

 


Ostatni Baca
 Ostatni Baca

 

 

 

 

 

 

 

 

W Gorcach byłem pierwszy raz w 1982 roku – i  od tego czasu wracałem tam już wielokrotnie, choć góry to może i niewysokie, lecz posiadają one duszę. Duszę, głebię zrodzoną pewnie  z przyśpiewek, które słyszałem dawno temu w czasie sianokosów. To dziś wydaje się abstrakcyjne – ja jednak słyszałem jak pieśni niosły się  z jednej części doliny do drugiej. Wywoływały one miłe drżenia przelatujące po plecach.  Śpiew unosił myśli ku górze, szybował wraz z nimi – z ciepłym wiatrem co niósł  zapach świeżych ziół, malin dojrzałych i schnącego siana. Na każdą zwrotkę dźwięcznych głosów młodych kobiet odpowiadały z innej strony mocne śpiewy męskie. A w dolinach echo te dźwięki cudownie wzmacniało i zwielokrotniało.


 Gorce – jedna z wielu niszczejących bacówek

 

 

 

 

 

 


Dusza gór

Urzekała mnie  harmonia życia miejscowych górali, ich szacunek do ziemi, rodziny, do przyrody oraz  żywe, autentyczne, wcale nie wspierane dutkami zwyczaje. Kilkadziesiąt lat temu Gorce były pełne kierdli owiec a wiele bacówek było w sezonie wypasów zamieszkałych. Na wysoko położonych tarasowych poletkach dojrzewał owies. Przez te dzisięciolecia spoglądania na Gorce wiele się zmieniło. Nie usłyszysz już śpiewów w sianokosy. Cisza panuje i później. Ptaki oczywiście śpiewają jak dawniej, lecz pobekiwania owiec nie usłyszysz a niepotrzebne już urokliwe  bacówki wolno zamieniają się w sterty próchniejących belek.

Ostatni

Ostatnim spotkanym w okolicach Ochotnicy bacą był Ludwik Jamiński.  Mimo podeszłego wieku wyprowadzał swe ukochane owce wysoko nad przysiółkiem Jamne. Jedną z opowieści, których miał w zanadrzu wiele, była historia o spotakniu z piorunem. Latem, podczas gwałtownej burzy piorun trafił w komin jego bacówki. Rozsadzając lepiony z gliny i kamieni piec poraził i jego. Porażony, bez przytomności przeleżał niewiadomą ilość czasu a gdy odzyskał świadomość okazało się, że jest częściowo sparaliżowany – i na wpół czołgając się do swego domu dotarł… po dwóch dniach. Opowieści tej słuchaliśmy wiosną 2007 roku, kilka lat później doszła do nas smutna wieść, że pan Ludwik już nie żyje.  Gorce jakby zamknęły swój kolejny rozdział.

Jak mawiał Sabała:

„Byli chłopcy, byli, ale się mineli,

I my się miniemé po malućkiej kwili.”


 Wiosna w Gorcach

 

 

 

 

 

 

 


 

© Jeśli prezentowane fotografie chcą Państwo wykorzystać proszę o kontakt . Zdjęcia i tekst chronione są prawem autorskim.


 

 

 

Podziel się :